Przyjaźń z dziećmi

Lis 2, 2020 | 0 komentarzy

Porozmawiajmy o przyjaźni z dziećmi #bff czyli jak się do tego zabrać na poważnie.

Gdzieś kiedyś przeczytałam albo usłyszałam, że czasami warto sobie pomyśleć, kto przyjdzie na twój pogrzeb i choć nie lubię makabry w życiu to jednak ta wizualizacja na mnie działa. Oczywiście widzę tam was wszystkich, dosłownie szlochające tłumy, morze ludzi. Mówiłam nie raz, że optymizm to moja strategia na przetrwanie, ale i mobilizacja na każdy dzień.

Ale dziś nie o tym jak być dobrą przyjaciółką, chociaż ten temat bardzo ciekawy, tylko o przyjaźni z dziećmi.

Prowadząc konto na Instagramie i bloga, często czytam i widzę, jak wiele nieporozumień pojawia się w kontekście tej rodzicielskiej relacji. Obraz mamy tulącej dziecko z podpisem #bestfriendsforever to słodki widok, ale ma się nijak do rzeczywistości. Jak będąc rodzicem możesz wymagać czegoś od swojej małej przyjaciółki i do tego sprawiać jej przykrość, bo musi iść spać albo odłożyć telefon i zrobić lekcje, albo zjeść pożywny posiłek. Rozumiecie o czym myślę?

Prawdziwą przyjaźń budujemy latami a budowanie przyjaźni z dzieckiem jest dużo trudniejsze, bo zakłada, że nie zawsze będzie różowo. Ta mała osóbka nie raz tupnie nogą i to w miejscu publicznym. Zrobi scenę albo będzie się dziwnie zachowywać (zupełnie nie jak twoja #bff). Dlatego myślę, że ten temat trzeba sobie porządnie ułożyć w głowie. Im dzieci mniejsze tym lepiej. Więc, jeśli czekasz na swoje maleństwo lub tulisz je do piersi, to ten artykuł bardzo ci się przyda. W wychowaniu lepiej wyprzedzić coś o rok niż spóźnić się o jeden dzień. Jeśli mówimy o rodzinie jako drużynie to rodzice są zawsze w ataku! Nie pozwólcie się zepchnąć w defensywę. A jeśli już tam jesteście, to nic straconego czytaj ten artykuł i działaj. Wszystko ku dobremu!

Przyjaźń między ludźmi, w uproszczonej definicji, zakłada by chcieć tego samego i tego samego nie chcieć. Co idealnie sprawdza się w przyjaźni z dorosłymi. Bo przyjaciel to ten, z którym wiele nas łączy – który nas rozumie, chce naszego dobra, szuka prawdy, cierpi i cieszy się z nami, potrafi być czuły, ale też surowy.

W kontekście tak pojętej przyjaźni z 2 latkiem nie dajemy mu żadnych szans. Bo on na tym etapie swojego rozwoju nie myśli o niczym innym jak tylko o przekraczaniu i ustalaniu nowych granic samodzielności. Ja sam/sama, to nie i tamto nie. Zupełnie nie liczy się z twoimi uczuciami, myśli tylko o sobie i swoich egocentrycznych potrzebach. I to jest normalne! Przypominam, to opis 2 latka a nie dorosłego, dojrzałego człowieka, bo wtedy to mielibyśmy poważny problem.

Na czym zatem ma polegać przyjaźń z małym dzieckiem? Po pierwsze opiera się na Twojej pracy nad sobą: na tym etapie to Ty uczysz się radości i uprzejmości (mimo zmęczenia), cierpliwości, spojrzenia optymistycznego, delikatności i całej gamy innych wartości, które umilają życie. Ta walka ze swoimi wadami i słabościami jest konieczna do zbudowania podwalin prawdziwej przyjaźni. Szczerej i darmowej.

W kolejnych latach to, co przeszkadza w relacji z dziećmi opartej na przyjaźni to zbyt zamknięta lub otwarta postawa. Jeśli rezygnujemy z układu hierarchicznego w rodzinie (mam tu na myśli, że są dorośli i dzieci, mama i tata, i ich potomstwo) to łatwo może dojść do chaosu. Bo kto decyduje? Kto daje bezpieczeństwo w tym domu? Kto mi pomoże w razie kłopotów? Dlatego rodzice powinni pozostać rodzicami z otwartą postawa i przyjaznym nastawieniem, jednak to oni mają obowiązek wychowywać dzieci i tylko przypomnę tym, którzy migają się przed tym obowiązkiem, że za wpadki naszych dzieci odpowiadamy karnie.

Na co konkretnie zwrócić uwagę, by nie być zbyt uległym rodzicem albo zbyt surowym? Co z pewnością przyniesie kłopoty na przyszłość? Powiedzenie: „małe dzieci małe kłopoty, duże dzieci…” ma się doskonale do tego, jak budujemy naszą relację przyjaźni z dziećmi. Zacznę od tego, że bardzo dużym i krzywdzącym stereotypem jest takie 2 biegunowe podejście: albo jesteś rodzicem uległym albo rodzicem surowym i często te dwie opcje przekonują się wzajemnie nad słusznością swoich tez. Tylko zapominamy, że między tymi dwiema skrajnymi postawami jest całe spektrum poczynań rodzicielskich – słowa, gesty, sposoby, metody, sztuczki, żarty, cała nasza afirmacja. Nie ma albo to, albo.
Na koniec dzielę się z Wami 4 drogowskazami, z których chętnie korzystam. Chronią mnie przed poddaniem się chwili, słabości, zmęczeniu. Pomagają mi wychowywać moje dzieci bardziej świadomie w atmosferze zaufania i szczerości, co jest niezbędne do budowania przyjaźni.

  1. Unikam zbyt kategorycznego wyrażania opinii: uprzejmość zawsze wygrywa, a odmowa wyrażona z uśmiechem, nie boli tak bardzo.
  2. Zamknięta postawa: wszystko w naszym życiu, co jest za długo zamknięte kiśnie i do niczego się nie nadaje. Czasem trzeba wpuścić świeżego powietrza, posłuchać innej opinii. Nie kiśnij!
  3. Są rzeczy, które podlegają opinii i takie które nie! Te, o których nie dyskutujemy to m.in.:
    • bezpieczeństwo fizyczne i moralne twoich dzieci (one kochają bajki i tv i reklamy, ale wiesz, że im to nie służy i to ty decydujesz co i przez jaki czas będą oglądać),
    • oraz zdrowie i odżywianie (dzieci kochają czekoladę, cukierki i są też takie, które wolą jarmuż, ale nie mogą go jeść na okrągło; ty decydujesz o zbilansowanej diecie dziecka dla dobra jego rozwoju).
  4. Są sprawy, które nie maja tylko jednego rozwiązania. Im starsze dzieci, tym więcej możliwości na nowe kreatywne i samodzielne rozwiązania. U nas super się sprawdza rodzinna narada; nie nazywamy tego tak, ale kiedy trzeba coś zaplanować albo podjąć ważną decyzje rozmawiamy sobie o tym z dziećmi i słuchamy ich opinii. To są zawsze bardzo budujące momenty. Wolność, jaką dajesz dzieciom do decydowania o rzeczach adekwatnych do ich wieku jest niezmiernie ważna. Dzięki temu dziecko staje się samodzielne i bardziej odpowiedzialne przechodząc kolejne etapy. O czym innym decyduje przedszkolak a o czym innym licealistka. Warto te etapy przechodzić po kolei i nie zarzucić dzieci zbyt ciężkimi decyzjami za wcześnie.

Mamy szansę zaprzyjaźnić się ze swoimi dziećmi, jak i ze swoimi rodzicami. Jeśli dołożymy starań już dziś. Zawsze warto próbować #silnajakmama

BĄDŹMY W KONTAKCIE!

 

Wychowywać dzieci, zajmować się domem i jednocześnie robić karierę zawodową to nie lada wyzwanie. Doskonale to wiem, bo przez to przeszłam. Mając 7 dzieci w ciągu 11 lat zdobywałam doświadczenie zawodowe i robiłam karierę. 

 

Jak mi się udało łączyć tyle spraw i nie oszaleć? 

 

Swoimi historiami, radami i wiedzą na bieżąco dzielę się:

- na moim koncie Instagramowym @familyfunbymum, 

- profilu na Facebooku @agnieszkastefaniukfamilyfunbymum,

- na tutejszym blogu,

- oraz podczas wyzawań.

 

Jeśli chcesz dostać informację o moich wyzwaniach, już dziś zapisz się na listę oczekujących.

 

PAMIĘTAJ! 

 

KOBIETY MOGĄ ROBIĆ WSZYSTKO, CHOĆ NIE WSZYSTKO NA RAZ!

 

Dołącz do listy już dziś, a ja dam Ci cynk, kiedy rozpocznie się najbliższe wyzwanie!

 

A już dziś zacznij czerpać radość z bycia mamą!

Podjęłaś wyzwanie. Gratulacje!